|
Nasza przygoda z bulami rozpoczęła się w 2000 r. Wtedy kupiłam naszą pierwszą suczkę - Gretę. Nie myślałam jeszcze wtedy o hodowaniu tej rasy. Dopiero w roku 2003, kiedy zrządzenie losu sprawiło, że trafiła do nas roczna suczka z hodowli Sirius, w domu zwana Ślinką, zaczęliśmy myśleć o hodowli. We wrześniu 2004 roku przyszedł na świat pierwszy miot Ślinki. Z tego miotu został u nas jej syn - Arnold. A w marcu 2006 roku dołączyła Wąsia, bardzo podobna do swojego pięknego taty - Ex Se Natus Soprano Jedi.W ostatnich latach skład naszej rodziny znów się powiększył i powiększa się cały czas. Nastąpiły również przykre zmiany, ale niestety zwierzęta nie żyją tak długo jak my. Latem 2008 roku, dołączyła do nas również świnka wietnamska. Przybłąkała się i została, bo chyba jesteśmy niezłą jadłodajnią. Mamy również kozę - Melę, jest z nami już 5 lat oraz kota.
Nie wyobrażamy sobie domu bez zwierząt, bez bullterrierów. Oboje wiemy, że będą nam one towarzyszyły do końca naszego życia. Miłość do bulków to choroba, która postępuje w bardzo szybkim tempie. Wciąż jest nam mało i chcemy mieć ich więcej.
Na szczęście warunki, w jakich mieszkamy pozwalają nam na tyle zwierząt. Mieszkamy w leśniczówce na Mazurach. Jesteśmy zwolennikami hodowli domowej. Staramy się zapewnić naszym zwierzętom jak najlepsze warunki, chcemy, aby były zdrowe i szczęśliwe, bo dla nas to są członkowie rodziny i najlepsi przyjaciele. Dlatego dla naszych szczeniąt chcielibyśmy odpowiedzialnych właścicieli, którzy będą świadomi decyzji i tego, że decydując się na psa, decydują się właśnie na członka rodziny na następne kilkanaście lat. Osobiście kładę duży nacisk na
socjalizację z różnymi ludźmi, dziećmi w róznym wieku oraz innymi
zwierzętami.
Życzę wszystkim podejmowania wyważonych decyzji i miłego oglądania naszej strony.
Danuta Łubian
|